O Autorce Aktualności Galeria Linki Kontakt

Książki


Franuś, gdzie ty masz głowę i inne opowiadania
   "Bisio"

      Z początkiem wiosny Joasia zaczęła wracać sama ze
szkoły do domu. Najpierw w lewo, na światłach na drugą
stronę ulicy, prosto, obok kiosku w prawo i już Joasina kamienica.
Dziewczynka zawsze zatrzymywała się przy kiosku
pani Anny, żeby kupić lizaka, gumę, batona albo po
prostu popatrzeć na to, co jest. A były różne rzeczy. Gazety,
papierosy, słodycze, kosmetyki i zabawki. Zwykle jakieś
takie nieciekawe. Żołnierzyki, samochody, kolorowe grzechotki
dla maluchów i lalki w błyszczących sukienkach.
Zdecydowanie niesympatyczne. Aż któregoś dnia na półce
między dezodorantami a sokami Joasia zobaczyła pluszowego
misia. Niewielkiego, pękatego, brązowego, z jasną
mordką i kremowym brzuszkiem. Od razu wiedziała, że
ma na imię Bisio, że z nim nie bałaby się zostawać sama
w domu i że gdyby przytuliła się do niego wieczorem, na
pewno w nocy nie przychodziłyby już do niej żadne straszne
sny. Uśmiechnęła się do niego, a on do niej mrugnął.
Tak przynajmniej wydawało się Joasi.
      Bisio kosztował czternaście złotych. Taką cenę miał
przyklejoną do łapki. Tydzień temu Joasia wydała wszystkie
swoje pieniądze na zestaw plastikowych kotków, którymi
pobawiła się kilka razy, a teraz leżały w kartonie pod
łóżkiem. Skąd dziś wziąć czternaście złotych? Rodzice zapowiedzieli,
że już nie będą kupować jej żadnych zabawek,
bo ma ich za dużo i nie bawi się nimi. I jeszcze mówili o jakichś
zasadach.
– Przepraszam, czy mogłabym zobaczyć Bi… tego misia?
– poprosiła nieśmiało. Zamiast znajomej pani Anny,
w kiosku siedział obcy, wąsaty mężczyzna. Bisio wyraźnie
poweselał, uśmiechnął się, tak przynajmniej wydawało się
Joasi, a gdy wzięła go do ręki, okazało się, że jest bardzo
mięciutki i doskonale nadaje się do przytulania.
– Wrócę po ciebie – szepnęła w kosmate ucho. – Obiecuję
– dodała, oddając zabawkę sprzedawcy.
Przez kolejne dni dziewczynka zatrzymywała się przy
kiosku. Wąsaty mężczyzna, pan Jan, polubił Joasię, przyzwyczaił
się już do jej nieco dziwacznych odwiedzin i gdy
tylko ją widział, podawał jej misia. A ona opowiadała Bisiowi
o tym, co działo się w szkole, przypominała szeptem,
że dostaje co tydzień pięć złotych kieszonkowego, że niedługo
go kupi i już nie może się doczekać, kiedy będą razem.
Bisio cieszył się, że będzie miał swoją Joasię.  
      Joasia
nie mówiła Bisiowi tylko o jednej rzeczy. O tym, że bardziej
niż psa sąsiadów, niż ciemności w swoim pokoju boi
się tego, że któregoś dnia przyjdzie do kiosku i pluszowego
przyjaciela nie będzie, bo ktoś go kupi. To były bardzo
nieprzyjemne myśli.
     Minęły trzy tygodnie. Dziewczynka wracała ze szkoły
biegiem. Miała już uzbierane pieniądze. Od dziś Bisio
i ona mieli być razem. Wyobrażała sobie, jak będą się bawić,
rozmawiać, jak w nocy nie będzie musiała spać przy
zapalonej lampce.
– Dzień dobry – wysapała, zatrzymując się przy kiosku.
Dziś nie było pana Jana, tylko pani Anna. – Poproszę misia,
tego tam – wskazała na półeczkę.
Ale Bisia na niej nie było. Joasia poczuła łzy na policzkach.
Zrobiło jej straszliwie smutno, jak jeszcze nigdy
w życiu. Odwróciła się na pięcie, by odejść, gdy pani Anna
powiedziała:
– Poczekaj, Jan schował jakiegoś misia.
Nie wiem, co mu do głowy wpadło. Mówił,
że dla ciebie – i podała Bisia chlipiącej Joasi.
– A czemu ty płaczesz, dziecko?
– Z radości – pisnęła Joasia. Wytarła mokre
policzki, przytuliła Bisia do siebie z całej
siły, a Bisio uśmiechnął się, szczęśliwy.
I to Joasi się nie wydawało. To było na
pewno.


   Dodaj komentarz 



Literatura, 2014